MENU
z ostatniej chwili..
[ kontakt z nami ]

Nasze adresy na które możecie do nas pisać,przesyłać swoje wspomnienia,opowieści o miłości i dawnych zwiazkach,propozycje co chcielibyście znależc na stronie.Będzie nam miło jak wpiszecie sie do księgi gości.A jeśli podacie swojego maila,chętnie wam odpowiemy.

swiesia@gmail.com

mishablu@outlook.com

 

[ twórca serwisu]
Odrobina zazdrości w miłości
      | modyf: Wiesia 2008-05-15, 20:10 | 2383 odsłon ~ komentarzy 0
serwiszglossie


 


Polityka  nr 7 (2439), 14 lutego 2004

Odrobina zazdośći w miłośći...

Dotychczas było zwykle tak: on zdradza, ona tonie we łzach zazdrości, ale wybacza. Albo: ona kocha i jest wierna, on popada w obłędną, patologiczną zazdrość. Badacze życia społecznego obserwują istotną zmianę: mężczyźni zaczynają kochać i zazdrościć jak kobiety, a kobiety - zdradzać jak mężczyźni.

Artykuł Barbary Pietkiewicz

Zazdrość jest nieodłączną bliźniaczą siostrą miłości. Don Shrapstee, psycholog z Uniwersytetu Missouri w Roiła, ustalił, że człowiek, którego zżera zazdrość o ukochaną osobę, doznaje 86 emocji, m.in.: zranienia, samotności, rozpaczy, zagrożenia, niepolą)ju, niepewności, odrzucenia, złości, przygnębienia, przerażenia, upokorzenia, strachu. O ile stan miłości przyrównuje się do stanu odurzenia, o tyle zazdrość graniczy z utratą zmysłów. To nie z miłości biorą się miłosne
zbrodnie, ale z zazdrości. Zwykle to on zabija - bo kiedy ona zostawiła uchylone okno, to po to, by mógł do niej wejść kochanek, bo kiedy kupiła nowe buty- to dla kochanka.
Ona zresztą także może zatruć życie zazdrością. Albo zabić, jak w tej historii sprzed lat. Spokojna dobra żona ugodziła męża śmiertelnie nożem. Mieszkańcy ulicy, przy której mieszkała, zebrali pieniądze na adwokata. Kobieta nie była w stanie wyjaśnić śledczemu, że patologicznie zazdrosny mąż kazał współżyć ze sobą - za karę za jej rzekome zdrady- na oczach dzieci i nakazywał im wąchanie bielizny matki w poszukiwaniuzapachu obcej spermy. Opowiedziała o tym wszystkim dziennikarce. Po reportażu w „Polityce" została zwolniona z aresztu, odpowiadała z wolnej stopy, wyrok nie był surowy. Upłynęło kilkalat, nim jako tako, otoczona opieką dzieci, doszła do siebie.
Nie wiadomo, skąd się w ludziach bierze kompleks Otella - patologiczne pragnienie, żeby posiadać partnera na własność. A jeśli on/ona nie wyłącznie dla mnie - to dla nikogo. Szczęśliwie zazdrość płynie zwykle spokojniejszym nurtem.
Kultura, rzecz jasna
Biada temu, kto uwierzy w mit o miłości numer jeden - że aż po grób. Nie ma takiej, chyba że grób zdarzy się w tak młodym wieku jak w przypadku Romea i Julii. Natura, twierdzi Helena Fisher, autorka „Anatomii miłości", książki z europejską karierą, wpisała kobietę i mężczyznę w niewierność jął? źrenicę w oko. Gdy w czasach jaskiniowych, sądzi Fisher, rodziło się dziecko, ojciec i matka pozostawali w parze, aby się nim zajmować. Czteroletnie-przechodziło pod opiekę grupy plemiennej. Para nie musiała już być razem, rozpadała się i łączyła w inne konfiguracje, aby znów wydać potomka.
Jesteśmy stworzeni do rozmnażania się i z tego powodu ciągnie nas do zdrady. Z dużą skutecznością. Właśnie w czwartym-pią-tym roku małżeństwa następuje koniec miłości - uważa Fisher. Wierność, czyli wyrzeczenie się innych partnerów, nie jest więc produktem biologii, lecz kultury.
Niestety, nigdy z góry nie wiadomo, co w człowieku weźmie górę - biologia czy kultura. Z badań Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 91 proc. żyjących w stałych związkach nie ma żadnych obaw co do tego, że ich partner dopuszcza się zdrady, a 96 proc. jest o tym wręcz przekonanych. O święta naiwności! Z ustaleń Polskiego Generalnego Sondażu Społecznego z 1995 r. wynika, że do zdrady przyznawała się u nas co piąta osoba.
„Uczucie niepokoju, lęku przed utratą czegoś lub kogoś mającego dużą wartość" - definiuje zazdrość Zbigniew Lew Starowicz w Słowniku Encyklopedycznym. Niewielkie
odruchy zazdrości, kontynuuje seksuolog, są z reguły wyrazem niepokoju związanego z nieobecnością partnera lub jego zachowaniami, np. kokieterią. Bierze się też zazdrość z poczucia odrzucenia lub niezaspokojenia emocjonalnego w związku.
Związek bez odrobiny zazdrości jest jak rumsztyk bez pieprzu i soli - mdły.
- Partner musi być trochę zazdrosny - mówi 21-letnia Agata Wójcik, studentka pedagogiki. -Mam wtedy poczucie, że jestem atrakcyjna, że sexy, że coś dla niego znaczę. Niestety, mój obecny chłopak jest bardzo rzadko zazdrosny. Twierdzi, że nie ma powodu. Ja sama jestem zazdrosna.
- Odrobina zazdrości pomaga - mówi Anna Lubicka (z herbaciarni U Dziwisza w Kazimierzu Dolnym). - To kropla pikanterii, która potraktowana z dowcipem, humorem doda barw spotkaniom.
Zazdrość jako przyprawa do miłości jest absolutnie do zniesienia. I choć nadgryza spokój, to przynosi rausz. Funkcjonuje zresztą także jako czujniki. Kto go nie uruchamia, grzeszy pychą. Powinien zapamiętać dane wcześniej tu przytoczone.
Małżonkowie syjamscy
Pewien bardzo znany i stary profesor Uniwersytetu Warszawskiego zakochał się onegdaj w swej studentce i wyznał to żonie, ta zaś z miłości do męża sama zaangażowała tę studentkę. Stary filozof nie był już czynny pod względem seksu i żona bez obawy mogła mu osłodzić ostatnie, jak się okazało, miesiące życia. Starość patrzy na zazdrość z dobrotliwym uśmiechem.
Wmłodszym wieku aż taka wspaniałomyślność nie jest możliwa, aczkolwiek są osoby, które zazdrość redukują. - Ufam bez zastrzeżeń swemu mężowi - mówi Anita Ko-bylańska, ekspedientka z Galerii Centrum w Warszawie. - Czułabym się upokorzona sprawdzając, czy na wieczorze kawalerskim są jakieś dziewczyny, czynie.
Dla kobiet nowoczesnych i wyzwolonych obserwacja dzielonego z partnerem pola byłaby poniżej ich godności. Zupełnie wyprane z zazdrości są też małżeństwa symbiotycz-ne, o których często pisze warszawska te-rapeutka Wanda Sztander. Granice między ja i ty zostają rozmyte, oboje stapiają sięw my. To samo lubią, tak samo myślą, jedno jest echem drugiego.
Słabo manifestuje się zazdrość także w związkach luźnych - on ma swoje życie, ona swoje, nie wchodzą sobie w drogę, oddzielne kasy, towarzystwo, wakacje, bliskie związki z ukochanymi mamusiami. Plus porównywalne sukcesy zawodowe. Zbyt słaba integracja, aby pojawiła się zazdrość.
Lepszy radar
Zazdrość pojawia się w krajobrazach małżeńskich, nawet tych symbiotycznych czy luźnych, zazwyczaj nie od razu i nie wybuchowo. Niby nic, ale żona spostrzega, że mąż staje się apatyczny, zionie lodem, a onaw widoczny sposób budzi w nim irytację. W łóżku - mechaniczny. Lub przeciwnie - wprowadza nieznane przedtem innowacje. Mąż widzi, że żona odsuwa się od niego w nocy. Że ma nieobecne oczy. Nie może żyć bez spotkań z przyjaciółkami, które ślą esemesy - jakby były lesbijkami.
Kobieta ma w sobie lepszy radar. Szybciej rejestruje drobiazgi - inaczej zawiązany krawat, podejrzane plamy, obce zapachy, głuche telefony. Mężczyzna zwykle dłużej bywa głuchy i ślepy.
-Jeśli klient przychodzi sam, wiem, że ma problem - mówi Jakub Zagórny, barman z klubu Paparazzi w Zakopanem. - Zawsze próbuję pomóc, porozmawiać, ale przy zazdrości nic się nie da zrobić. Po facetach mniej widać, że zazdroszczą. Im bardziej zalani, tym głębiej to chowają. Natomiast kobiety są bardziej zazdrosne. Jednocześnie nie potrafią tego ukryć. Szczerzą zęby na swoich partnerów, jak tylko poczują się zagrożone.
Kobiety lepiej czują zdradę, bo więcej mają do stracenia. Amerykański psycholog ewolucyjny David M. Buss, autor wielu książek o emocjach życia rodzinnego, jest zdania, że zazdrość to wykształcony w prawiekach stary mechanizm. Kobietę i jej dzieci miał on zabezpieczać przed utratą mężczyzny, który bronił przed niebezpieczeństwem i przynosił mięso z polowania. Wtedy zatrzymanie go przy sobie oznaczało przeżyć lub nie. Teraz straty nie muszą być aż tak definitywne, ale jednak wciąż oznaczają raczej życie solo, z dziećmi, z mniejszymi dochodami, z wyłączeniem z życia towarzyskiego.
Shirley Glass, amerykańska specjalistka od zdrady, ustaliła, że 44 proc. badanych przez nią mężczyzn, którzy dopuścili się zdrady, nie czuło żadnych lub tylko szczątkowe emocje w stosunku do partnerek poza-małżeńskich. Badania J.L. Caroll, K.D. Volk i J.S. Hyde pokazują, że 61 proc. mężczyzn nie potrzebuje uczucia, żeby pójść z kobietą do łóżka. „Dlaczego kobiety - pytał jeden z badanych - nie chcą zrozumieć, że seks nie różni się od gry w tenisa? Grając z jednym partnerem umarłbym z nudów".
Powiada się, że szczęśliwy mężczyzna, który ma wszystko co trzeba - obiad, seks, wyprane koszule, zrozumienie - nie zdradza. To mit.
David M. Buss jest zdania, że zdradza swe żony także wielu mężczyzn szczęśliwych w małżeństwie - z ciekawości. I z przyczyn
fizjologicznych: ludzie z wysokim poziomem enzymu w mózgu - monoaminooksy-dazy - nie cierpią stagnacji i lubią życie bujne. Rozpycha ich testosteron.
Jednakzdradzając nie myślą o rozwodzie. Żona to żona, sprawdzony bezpieczny odgromnik: spłyną po nim wszelkie burze. Shere Hite, amerykańska psycholog, pytała, jak mężczyźni widzą swe zdrady. Uważają oni, że przygody nie mają najmniejszego wpływu na ich związek z żoną pod warunkiem, że ona o nich nic nie wie.
Z licznych amerykańskich badań wynikało dotychczas, że faktycznie, kobiety do zdrady fizycznej ze strony męża przywiązują stosunkowo małą wagę. Miażdżąco mniejszą niż oni do fizycznej zdrady Swych partnerek. Ostatnie jednak badania np. Davida DeSteno i Petera Saloveya dowodzą, że zdrada fizyczna jest dla kobiet coraz częstszym powodem zakwestionowania związku; jakakolwiek byłaby natura zdrady - stanowi ona sprzeniewierzenie się. Ból ten sam i zazdrość taka sama. Kobiety nie chcą już czuć się spokojną przystanią po jego burzach. Coraz więcej wśród nich silnych, twardych, świadomych. I- co nieuniknione - skłonnych do zdrady.
Ugotowane i miłości
Kobiety- mówi psycholog Zuzanna Cel-mer- zdradzają z tysiąca powodów: z zemsty na mężu albo na koleżance, dla podniesienia nastroju, sprawdzenia swojej atrakcyjności, ze współczucia, dla korzyści, z kaprysu, z ciekawości, z nieśmiałości. Także z powodu dużej różnicy wieku - dodaje Maja Langsdorff, szwedzka dziennikarka i psycholog- rozczarowania seksem męża, jego oschłością i pra-coholizmem. -^
Po seriach badań przeprowadzonych na całym świecie, fachowcy doszli do wniosku, że kobiety nie ustępują w niewierności mężczyznom. Odkryły swój potencjał, swój seksualny bank ze słabo wykorzystanymi zaso-
bami. „Jeśli nie znaliśmy tej prawdy, to dlatego, że kobiety nigdy dotąd nie miały takiej wolności jak mężczyźni" - twierdzi amerykański antropolog Marvin Harris. Poza tym dostały antykoncepcyjną pigułkę. Wedle jego badań kobiety miały dużo mniej romansów od mężczyzn równolatków. Teraz dwudziestoparoletnie mają ich więcej niż mężczyźni w tym samym wieku co one.
Kobiety jednak mają, niestety, fatalną skłonność, o której pisze Izolda Ihnel w książce „Kiedy kobiety zrywają": zakochują się łatwiej niż zdradzający mężczyźni. Dostanie taka dużo dobrego seksu i trochę czułości - i już ugotowana. Ginie z miłości.
Tymczasem mąż, który nakoniec pozbywa się ślepoty, lekceważy to jej ginięcie, sam ginąc z zazdrości, że ona była w łóżku z obcym facetem. W przeciwieństwie do kobiet mężczyźni gorzej znoszą zdradę fizyczną. -Myślę, że nie wybaczyłbym zdrady, a na pewno byłoby mi bardzo trudno. Gorsza jest fizyczna, bo nie można jej już cofnąć- sądzi 27-let-ni Rafał Kostyra z Warszawy.
Gen za gen
.    Reakcję mężczyzn na zdradę fizyczną psychologia ewolucyjna też tłumaczy jako echo czasów jaskiniowych: to strach przed obcymi genami, przed wychowywaniem cudzego potomstwa. Strachniebezpodstawnydo dziś. Bo też o to chodzi tym samym mężczyznom - o dawanie swych genów licznym kobietom, co zapewnia lepszą reprodukcję gatunku.
Stary model męskiej zazdrości zdaje się jednak odchodzić do historii. Mężczyźni: masowo niewieścieją, neurocieją i potrzebują kobiety nie tylko do seksu, lecz i emocji, zaufania, oparcia na silnym damskim ramieniu. Boli ich, gdy nie tylko ciało, ale i te skarby kobieta im zabiera i daje innemu.
Męski i kobiecy sposób reagowania na zdradę zbliżają się do siebie. David DeSteno i Peter Salovey twierdzą, że współczesne kobiety i mężczyźni nie spostrzegają zdradyfizycznej i psychicznej jako występujących oddzielnie. One się przenikają, uzupełniają i choć zaszłości jaskiniowe niewątpliwie grają jeszcze rolę, to przykrywają je zmiany w życiu społecznym, w którym obie płcie uczestniczą coraz równoprawnie).
Klasyczny repertuar zazdrości męskiej tropiącej fizyczny aspekt (sprawdzanie, inwigilowanie, śledzenie, wypytywanie, wynajmowanie detektywów) z biegiem emancypacji przejęły także kobiety. Mężczyzna zachował przewagę w stosowaniu przemocy. Podbite oko, złamany obojczyk czy nos - w męskiej zazdrości to normalka.
Damy, z natury słabsze fizycznie, gustują w grach subtelniejszych. Patrz - pokazuje kobieta - świat pełen jest twoich rywali. Do chirurgów kosmetycznych zgłaszają się tabuny kobiet, które pragną sobie podciąć, wyciąć i dźwignąć w górę wszystko, co wisi, prócz rzęs, aby się uatrakcyjnić. W poszukiwaniu kleju do małżeństwa licznie udają się także do ośrodków adopcyjnych i klinik sztucznej rozrodczości lub żądają jeszcze jednego dziecka do urodzenia, jeśli biologicznie to wciąż możliwe. Doświadczając chłodu ze strony mężów (jakkolwiek same byłyby chłodne i znudzone), rejestrując oznaki oddalenia się emocjonalnego mężów (jakkolwiek same byłyby od niego już oddalone), usiłują zmienić, dostosować siebie do jego nowych wymagań. Lecz są to metody o znikomej zwykle skuteczności.
Siły szybkiego reagowania
Przystępują więc do walki metodami z magla rodem. Pewna pani, kulturalna i dobrze wychowana, wzbudziła konsternację wśród znajomych, wparowując razu jednego do gabinetu męża w biurze firmy. Zastała tam stojącą tyłem smukłą blondynkę w spodniach. Taką właśnie widziała z mężem kilkakrotnie w mieście. Krzyknęła: ty zdziro, czy coś w tym rodzaju, i zdzieliła tamtą w łeb. Okazało się, że pomyliła gabinety i blondynki, ale metoda z magla była skuteczna. Mąż ze zdumieniem stwierdził, że subtelna żona jest do wszystkiego zdolna i że reputacja w firmie ważniejsza jest dla niego od blondynek.
Przeglądanie kalendarzyka, przeszukiwanie kieszeni, włamywanie się do skrzynki elektronicznej, czatowanie w bramie, wywiad z rywalką- niektórym wydaje się to poniżające, a przecież większość zdrad została wykryta na wczesnym etapie właśnie dzięki takim niegodnym zabiegom - pisze w „Wysokich Obcasach" psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzosińska. Wczesne wykrycie, gdy romans jest na starcie, i podjęcie walki, kiedy my się jeszcze liczymy- to rokowanie po-myślniejsze niż płacz ilifting. Co do tego zgadzają się znawcy przedmiotu.
Najgorsze, jeśli zależy nam na związku, to nie robić niczego, upaść na samo dno w rozpaczy, pragnąć śmierci dla siebie lub dla niego, a potem przez całe życie nosić w sobie niszczący kamień porzucenia.




do góry | utworzył: Wiesia | modyf: Wiesia 2008-05-15, 20:10 | 2383 odsłon