MENU
z ostatniej chwili..
[ kontakt z nami ]

Nasze adresy na które możecie do nas pisać,przesyłać swoje wspomnienia,opowieści o miłości i dawnych zwiazkach,propozycje co chcielibyście znależc na stronie.Będzie nam miło jak wpiszecie sie do księgi gości.A jeśli podacie swojego maila,chętnie wam odpowiemy.

swiesia@gmail.com

mishablu@outlook.com

 

[ twórca serwisu]
Przedwojenny Sępopol i jego mieszkańcy
      | modyf: Wiesia 2007-12-9, 21:18 | 10225 odsłon ~ komentarzy 0
serwiszglossie
» zobacz fotografie»»Przedwojenny Sępopol
 


 



 RESZTA ZDJĘĆ W GALERII



 Jakie ładne było to miasteczko....

Jeśli macie jakieś ciekawe zdjęcia to chętnie je zamierszczę.Przezntowane pochodzą z galerii Pana Grzegorza Borowskiego,któremu bardzo dziekuję za ich udostępnienie.

 

Osada ta powstała zapewne w roku 1319 lub też przed tą datą, bo tak można wnosić z akt długiego procesu między Zakonem a biskupstwem warmińskim o sporne terytorium graniczne, na którym leżały Bartoszyce, Sępopol, Kętrzyn i Pasym. Była to jednakże osada mała i bez znaczenia. Żyła przez ćwierć wieku w cieniu Sątoczna. Dopiero gdy w roku 1347 Litwini pod wodzą Kiejstuta spalili i spustoszyli to miasto, uznano, że dotychczasową jego rolę może przejąć Sępopol. 1 stycznia 1351 roku wydano przywilej lokacyjny dla tego miasteczka. Jego obszar określono na 112 włók. Zasadźcą był Henryk Padeluch. Miał on sprowadzić kolonistów, którzy by zagospodarowali"puste włóki". Wynika z tego, że do tej pory Sępopol miał bardzo mało mieszkańców. Przywilej lokacyjny wydał wielki mistrz krzyżacki Henryk Dusmer; dowód, że sporne terytorium znajdowało się wówczas pod jego jurysdykcją.
    Ostatecznie rozgraniczenie terytoriów krzyżackich i biskupich nastąpiło w roku 1374. Sępopol, Bartoszyce, Kętrzyn i Pasym przypadły Krzyżakom. Biskupi warmińscy zachowali tu jedynie władzę duchowną i sprawowali ją aż do czasów reformacji, a ściśle do roku 1528.
    Formy Schippenpil i Schippenpeil wymieniono w relacji podróży wielkiego mistrza krzyżackiego Ludwika von Erlichshausena w roku 1450, kiedy to składali mu hołd szlachta i mieszczanie różnych okręgów administra- cyjnych państwa zakonnego. Człon peil w końcu XVII stulecia uległ zmianie na buel, a potem na beil, to jest siekiera. Natomiast najstarsza nazwa miasta, Schiffenburg, przetrwała w życiu sępopolskich cechów rzemieślniczych aż do XVIII wieku. Jeszcze z roku 1770 pochodziła pieczęć cechu kuśnierzy z napisem "Sigel-der Kuerschner zu Schiffenburg". Jednakże powszechnie używano już wówczas nazwy Schippenbeil, wyparła ona wszystkie inne formy i utrzymała się do roku 1945. Polacy zwali w XIX stuleciu miasto Szępopolem.

(ze strony http://sepopol.republika.pl/)

 


W Sępopolu byla nawet cukiernia

 

 

 

 

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W majątku Roden,położonym około 1 km od mojego miejsca zamieszkania,przed wojną zamieszkiwała rodzina Rohde.Z jej potomkiem,obecnie juz starszym cżlowiekiem korespondowałam swego czasu. Nżej zamieszczam jeden z lisów od Pana Rudrigera Rohde.

Szanowna Pani Sienkiewicz! o ns = />

Bardzo dziękuję za e.mail od 14.11. i 17.11. Gdy odwiedzimy Sęmpopol obejrzymy też małe museum syna Pani koleżanki.

No do mojego losu. Urodziłem się jako najsstarszy syn od czterech dzieci w Königsberg. Wówczas mieszkali w Rohden dużo ludzi i zwierżąt. Z nami 10 rodziny z 40 dziecami. Każda rodzina robotnicza miała krowę, maciorę i dużo drobiu.  Na dworze były 60 krowy, 120 młodych bydląt, 32 klaczy i 2 ogiery rasy warminskiej, 6 klaszi rasy trakenskiej, 100 młodych koni, 100 owiec i dużo wieprz i drobiu. Więc to było żywe życie. Grałem dużo razem z dziecami z Rohden. Często byli w polach i w paswistkach najmilszej w kuznie. Gdy wieczorem konie do pastwiska przyszły, mogliśmy siedzieć na nich. W zimie związliśmy małe sanie po drugim i z jednym koniem przed pierwszymi saniami pojechaliśmy przez piękny kraj zimowy koło Rohden. Wszystkie święta obchodzili ludzie z Rohden razem. Wielka Noc wszystkie dzieci poszukały kolorowych jajek w parku. Drugie święto my dzieci z rózgami z brzóz obudzili doroslich wczesnie rankiem  i  wyrecytowaliśmy: Schmack Oster, schmack Oster fif Eier, Stick Speck, e Dittke fer Ber dann kom wi nich mehr. To jest wschodniopruski  dolnoniemiecki język. Po polski: Schmack Oster, schmack Oster pięć jajek, kawał słoniny, grosz za piwo wtedy nie znowu przyjdziemy. W Rohden głównie mówliśmy wschodnioprusky dolnoniemieckki język. Zielone Świątki wszytkie pokóje i  drzwi były ozdabione z gałęziami brzóz, też obory. Święto żniwa było obchodzione, gdy ostatni wóz drabniasty z zbożem pojechał podwórko. Robotnicy podali ozdabioną koronę z zbóż i  kolorowich wstążek mojej matki. Potem było wesołe święto. Za Boże Narodzenie wszyscy ludzie z Rohden przyszli do naszego domu. W salie stał duży  choinka . Kolędy były śpiewane i każdy otrzymał present. O północy pojechaliśmy do kościoła w Schippenbeil. Sylwester o północy wyruszyła grupa przebrana za kozioła, bociana, misia, jedźa na pleśni i żebraczkę od domu do domu i zrobiły dużo hałasu. Wyruszyli najpierw, gdy otrzymali dużo wodki, piwa i placka. Szscególnie młode kobiety bały się bociana. Każdy rok tylko jeden dzień w styczniu było polowanie na zające i lisy, pozostały rok był czas ochrony. Często leżył śnieg. My dzieci mogliśmy uczestnicyć w polowaniu. Miśliwy, ludzie i my zrobili ogromne koło około małego lasu, który leży wschodni dworu, też jeszcze dziś. Miał nazwę : Vogelgesang, po polsku : Śpiew ptaków. Wszyscy powoli poszli do lasu i zawołaliśmy : Has up, Has up de Jejer kummt, po polsku: Wstaj zając, wstaj zając myśliwy przyjdzie. Od czasu pobiegał zając i przeważnie był strzelany. Przed lasem pozostali myśliwi. Ludzie i my poszli w lesie. Z lasu często wylatały bażanty i wybiegały lisy i dużo zające. Była duża pukanina. Potem dużo zająców, parę bażantów i jeden czy dwa lisy leżyły na śniegu. Przed naszym domem były lisy, zające i bażanty złożone. Następnie było wesołe święto za wszystkich. Latem często ludzie z Rohden i my wieczorem siedzieliśmy na ławkach w parku i za- śpiewaliśmy razem pieśni ludowe. Niestety prawie wszyscy  mężczyzny z Rohden, też moj ojciec, musili  do wojny i dużo z nich musili umrzeć. W tym czasu moj  dziad stryjecny , Kurt Rohde, gospodarował nasz dwór. Prawie każdy dzień poszedłem razem z nim na polach, na pastwiskach, w oborach i w   naszym lesie, Rohdes Walde,  blisko Schönbruch ( Szscurkowo).Też na polowanie w lesie  mogłem się  zabierać z nim.  Zanim chodziłem do skoły nauczył mnie czytać  w dużej książki przyrody. Tam nie ma liter ale dużo znaków nad ziemią, pod ziemią i w niebie. Lubię bardzo przyrodę, szscególnie polowanie. Nie zawsze trzeba strzelać,trzeba dużo obserwować i otrzyma się cziekawostky widzieć. Od pierwszego wrzesieniu 1942 do listopada 1944 chodziłem z dziewięcioma dziecami z Rohden do skoły w Langendorf. Nas niewielkszych nauczyła nauczycielka Dauront. Była miłą młodą kobietą. Miała ciemne włosy i wesołe ciemne oczy. Cudownie mogła śpiewać. Innych nauczył Pan Teichler, był też miłym nauczycielem. Cęsto grał na wiolinie. Był przyjacielem i spezjalistem pszczołów. Pojechał około Langendorf i odwiedził właścicielów pszczołów i podał radę. Często był w Roden i obejrzał nasze pszczoły. Cały czerwiec 1942 mieszkaliśmy moja matka i ja u mojej chrzestnej w Königsberg, bo moj ojciec leżył w spitalu wojskowym. Codzienny odwiedziliśmy jego i potem zwiedziliśmy miasto. Byłem też w zamku i obejrzałem nawet komnatę burstynową. Tak widzałem moje miasto urodzenia przed zniszczeniem przez wojnę. W sierpniu byłem z moim ojcem na urlop w Nidden ( Nida). Tam poznałem zalew i mierzeję, Kurische Nehrung, niestety nie znam polską nazwę. Też obserwowałem nawet  łosie. Cęsto wykąpaliśmy w Morzu Bałtyckim. Od tego czasu lubię ten morze. To był doskonały czas. Jesienią 1944r. po doskonałym lecie przyjechali bezustatnie uchodźcy do naszego dworu. Potem nasz dom był przepełniony. Moja matka i ja mieliśmy tylko jeszcze naszą sypalnię. Też posiadacz majątku z rodziną z Litwy poszukał schronienia u nas. Jego synowa umiała zrozumieć i mówić języck niemiecki. Miała małego syna, ma na imię Remut. Graliśmy razem. Moj ojciec musiał znowu do wojny mimo zranienia. U nas  zaczął trudny czas. W 28.1. 1945 musieliśmy też opuszczać Rohden.                

Pani zapytała, który książki czytam. W czasu młodzieży książki od Hermann Löns, Ernst Wiechert, Walter v Sanden z Guja, Theodor v Fontane, Storm i C.F. Meyer. Wczasu zawodu miałem tylko czas czytać literaturę zawodu. No jako rencista nie czytam dużo. Jestem dużo w lesie i obserwowam przyrodę. Ale czytałem trochę też o polskiej historii od Mieszko I do dzisiejszego czasu. Niestety moje wiedzy języka polskiego jeszcze nie są dobre czytać polską literaturię. Moja stara głowa zapomina dużo polskich słów. Często muszę zobaczyć na słownik.

     Pozdrawiam serdecznie Rüdiger Rohde    

 




do góry | utworzył: Wiesia | modyf: Wiesia 2007-12-9, 21:18 | 10225 odsłon