MENU
z ostatniej chwili..
[ kontakt z nami ]

Nasze adresy na które możecie do nas pisać,przesyłać swoje wspomnienia,opowieści o miłości i dawnych zwiazkach,propozycje co chcielibyście znależc na stronie.Będzie nam miło jak wpiszecie sie do księgi gości.A jeśli podacie swojego maila,chętnie wam odpowiemy.

swiesia@gmail.com

mishablu@outlook.com

 

[ twórca serwisu]
      | modyf: Wiesia 2008-01-16, 21:34 | 3790 odsłon ~ komentarzy 3
serwiszglossie

 

 Bożenka Krużewska napisała do nas....................................

Witam   pozwolilam  sobie przesalc tez rozwazania i  postaram  sie czesciej  cos przesylac  sa to  wiersze  kogos  kto mieszkal  w Sępopolu   w latach  1968   i w jakis sposob jest  zwiazany  z naszym miastem    dlatego prosze czytac te jego rozwazania bo  daja duzo  do mysleniai   zadumy

Nazywa się Emil Szmeil i mieszkał w Sępopolu,wtedy,gdy nasze miasteczko było krainą ze snu i jawy zarazem...Ze snu bo zawsze było senne ale kolorowe,a jawy bo ludzie wówczas tu mieszkajacy mieli nadzieję,że jutro,które nastanie będzie lepsze od dnia dzisiejszego........Czy tak się stało,sami powiedzcie...

---------------------------------------------------------------------------------

 

AUTOR NA PISAŁ JAKO WPROWADZENIE DO SWOICH WIERSZY...

Qrak      Jestem mazurskim dzieckiem wyrwanym z łona” Matki”, piszący tęsknotą. Tu w Beskidach tęsknota nie zabija od wewnątrz, minęło tyle lat... Karmię poezję ludzkimi losami, przeżyciami. Trudne to rzemiosło. Czasem unosi do gwiazd, czasem wytyka palcami.     Gdy będziesz czytał moje wiersze, może odnajdziesz w nich jakąś znajomą cząstkę.

 

 „Skąd pochodzi słowo wypowiedziane w gniewie”

Za barierą naszej uległości jest już tylko ślepa rozpacz.
To wulkan, który czasem wyrzuca lawę słów
nie podobną do naszej codziennej mowy.
Ten wulkan jest w Nas od zawsze.
Uśpiony, drzemie z najlepsze, gromadzi energię
z naszych niespełnionych nadziei, marzeń,
oczekiwań wobec świata, otoczenia i tego jedynego,
który miał nam ten wulkan wygasić ostatecznie,
ale na zamiarach jak zwykle poprzestał.
Świat nie spełnił naszych nadziei,
On nie spełnia swoich obietnic,
a głodny wulkan, tym się żywi i przychodzi czas,
gdy nie pomieści w sobie energii zła i wybucha stekiem słów,
których bałaś się wymawiać nawet w samotności.
Potem nastaje cisza, taka błoga, oczyszczająca.
Świat się dziwi, On się dziwi i zastanawia,
z kim się złączył na całe życie.
Nie widzi w sobie winy, nie rozumie Ciebie w tym momencie,
bo nie uczysz Go miłości, zaczarowanych słów nie używasz,
by Go rzeźbić nieustannie, codziennie, cierpliwie,
aż stanie się podobnym Twojemu ideałowi.
Za pomocą wulkanu niszczy się wszystko dokoła, nie buduje.
Czy im większa bezsilność wobec losu, tym większy wulkan powstaje?
E. Szmeil   7.01.2008 -rozważania

Czego chcesz ode mnie Panie, dałeś mi oręż do ręki,
lecz nie mogę walczyć mieczem, tylko sercem,
gdyż to miłość rządzi światem, nie tytani.
Nie nakazy i zakazy, lecz spełnienie człowieka to droga do raju.
Daj mi Siebie, jak dajesz słowa prawdy, a będę mocny i nieugięty.
Ile razy wznoszę moje myśli do Ciebie, nie prosząc o nic dla siebie,
czuję się wolny w tej cudownej chwili, mógłbym tak trwać bez końca,
lecz świat mnie woła do siebie i rozlicza z każdej godziny.
Świat Cię nie zrozumie do końca, bo nie dajesz się poznać,
by ludzka pycha nie zatryumfowała w swej głupocie.
Czasem boję się ciemności, ale ciemnota ludzka bardziej mnie przeraża.
Wyrywam kartki z kalendarza, tak jakbym oddawał komuś cząstkę siebie.
Czy w każdej takiej kartce zapisane jest moje człowieczeństwo?
Nie zamykam dnia jednym ruchem ręki, lecz powracam do niego i łączę z następnym by znaleźć w sobie siłę sprawczą na dni następne.
Jestem otwarty jak gościnny dom, dobrze, że zamieszkałeś we mnie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

       „Bełkot pijaka”

W bełkocie dnia umyka czas powoli i jedna myśl w posusze drąży sumienie, jak ciężko wstać, gdy tylko ciało wstaje, fizyczność nie boli, ale chore ego upite, co dnia, wewnętrznym przyzwoleniem, rozkłada się w tępocie wzmaganej zawartością kieliszka.
Co Cię tak gna z mozołem, bezustannie do tego bożka, który omamia i każe wracać codziennie w jedno miejsce, takie dalekie od istnienia?
Takie doskonałe, bez pytań o jutro, bez o sens, o początek i koniec.
Trwasz z tym nałogu, jak cząstka programu, od początku świata do końca zapewne.
Szukasz winnych za to, co Ci się samemu nie chciało.
Zabijając powoli siebie, kaleczysz otoczenie.
Oni Tobą będą uświęceni.
Im wystawiłeś krzyż ponad miarę, to jest Twój krzyż, lecz Ty idziesz obok, nie niesiesz swojego ciężaru.
Ciężar butelki zaplata Ci nogi, rozmywa horyzonty, oddala pytania.
Nie rozumiesz ludzi, sensu istnienia, nie rozumiesz siebie.
Wołasz o litość i o jakąś świętość, aha krzyczałeś raz zapamiętale -dajcie mi wszyscy święty spokój!
Jeszcze się nie czołgasz, nie błagasz o litość, ranisz, przepraszasz, puste słowa odlatują w nicość.
Pewnego ranka budzisz się sam.
Nie rozumiesz jak mogli...
Dlaczego cisza tak głośno mówi?..
Sam do siebie mówisz...
Masz dość i wielki żal do całego świata.
Patrzysz w lustro i nie poznajesz, jakiś wrak człowieka przeciera oczy i patrzy z niedowierzaniem.
Nie chcesz tak żyć, a żyć chcesz tak bardzo.
Wzbiera w Tobie złość, zrozumiałeś już.
Oni odeszli od wraka człowieka, a czekają cierpliwie na Ciebie.
Przyjdź znowu na świat, zacznij budować, zacznij od siebie, to już nie będzie bolało.
30.07.2007

 Wiersze miłosne:
Anioł
Czyż można
Dał mi Cię los
Gdybym
Jak tęcza
Jesteś jak struga deszczu
Nie mogę
Nie powiem
Miało być
My
Odpłynęłaś
Odszedł
Poukładana do bólu
Pierwsza miłość
Pisząc przez łzy
 Sen złoty
Ty jesteś mną
18.Twój talizman

                      „Anioł”

Roztańczona z wiatrem
po polu marchewkowym,
byłaś jako jutrzenka,
jak nowina piękna,
i tylko czasem głowę zadarłaś wysoko,
aby widzieć wspomnienia, które lekko
płynąc odbijają się echem i wracają tłumnie.
Nie zapomnisz już o mnie, jak we dwoje wtuleni.
Całowałem nad ranem krople rosy z Twych włosów,
i wpatrzony w Twe oczy oddawałem siebie,
bez słów zbędnych, przyrzeczeń,
bez początku i końca.
Taką radość widziałem w całej Tobie.
Nigdy taka nie byłaś, ani przedtem, ni potem.
Nigdy wpatrzony w sny nocy, nie doznałem tej ciszy,
co aniołom jest dana.
Rozkosz bycia z Tobą nie powraca już we mnie.
A Ty jesteś aniołem, lecz nie dla mnie, nie dla mnie.
J.M.


                                   „Czyż można”
Czyż można  kochać,  słodko namiętnie i czule,
żeby nie dbać o siebie, zatopić w miłości,
być tylko dla jedynej, dla siebie w ogóle
i nie czuć nic innego prócz wielkiej radości,

bycia z  ukochaną, która jak deszcz spadła
na glebę suchą, pooraną wiatrem , słońcem,
i żyć dała na nowo jak istota dotąd żadna,
takie mocne oparcie, uczucie gorące.

Czyż można nie czuć wielkiego bólu istnienia,
tej wiecznej udręki, która każdym losem wodzi,
zaczyna coś budować, ale szybko zmienia,
raz karmi do przesytu, drugi raz zagłodzi.

Czyż można mimo wieku, który kark przygina,
myśleć o czymś dalekim w czasie , przestrzeni,
kiedy myśl nie za lotna, często zapomina,
wraca wstecz ,błądzi i wstępuje w kraj cieni.

Czy można tak bez żalu oddać swoje lata,
komuś kogo się kocha ponad własne ego,
z kim jak nić pajęcza życie się zaplata
i żyć już się nie umie bez niej lub bez niego.
Czasu cofnąć się nie da, biegnie bez ustanku,
wspomnień zatrzeć się nie da wyrytych w pamięci,
tak też zapomnieć nie uda o pierwszym kochanku,
który kochać nauczył, jestestwem zakręcił.

Nauczył stawiać kroki, malował zachwytem,
uniósł na szczyty i wzbudzał takie pragnienia,
które nigdy nie znikną, głęboko wyryte
i większe od wszystkiego-od bólu istnienia
J.M.

 


                        „Dał mi Cię los”

Kiedy Cię poznałem byłaś szalona?
Niecierpliwa doznań, zakochana jak wiatr w liściach akacji.
Szczęśliwa, gnałaś na spotkanie, jak ptak wiosną na gody.
Nie było Ci zimno, ni ciepło, ani blisko, ani daleko.
Zawsze obecna jak nie ciałem to wspomnieniem chwili.
Ilekroć wypowiadałem Twoje imię uśmiechałaś się zalotnie.
Potem zostałaś żoną, nie marzyłem nawet w snach.
Zamieniłaś szaleństwo w przejrzysty pejzaż
codziennych pięknych dni.
Nie było dzikiego szaleństwa, pośpiechu, ani smutku.
Nie zdawało się nawet, że jesteśmy na zawsze złączeni
przez los.
Tyle lat już minęło, posiwiały skronie,
Żar tli się wciąż na nowo podsycany wiosną.
Jak dobrze budzić się z Tobą i zasypiać z Tobą.
Nie szukać, nie tęsknić, nie marzyć, lecz być.
Może inny los dałby mi więcej, głębiej mocniej, lecz nie prawdziwiej!.
Tyś moim drugim - Ja....Do końca.
J.M.
                        „Gdybym”

Czuję jak coś mnie woła, jakby echo,
jak fala która bije o brzeg życia.
Szum mnie rozprasza, skupić nie pozwala,
jak mam nie myśleć, nie czuć i nie wracać.
Byłem obłędem Twoich dni i nocy,
zawirowaniem Twej jaźni i bytu
i skrępowaniem i brakiem oddechu,
a zarazem otwarciem i zamknięciem.
Jeszcze łzy płyną po policzkach wspomnień,
jeszcze tak palą, jakby stopić mnie miały,
wejść chciały do środka wybuchnąć i ocalić
to wszystko- co jeszcze się nie stało.
Gdybym inną szedł drogą, nie był Twoim cieniem,
gdybym okrutnie kochał, nie pragnąc nic w zamian,
byłbym wolny bez szczęścia, szczęśliwy niewolą,
byłbym sobą i Tobą i..... żyłbym i żyłbym!
J.M.
                                    „Jak tęcza”

Kiedy Cię poznałem byłaś jak tęcza na firmamencie
moich szarych dni, świat opromieniał i wszystko
było takie proste i radosne.
Żadnych zakrętów, żadnych niedomówień tylko
radość bycia z Tobą.
Serce jak młody kowal waliło radośnie wykuwając nowe dni,
które planowałem w myślach za nas oboje.
Uśmiechałaś się tajemniczo, nie wiedziałem, dlaczego,
niby zakochana, ale daleka, niby zachwycona, ale przez łzy.
Nie rozumiałem, dlaczego spóźniałaś się na randki,
byłaś roztargniona, małomówna, skryta, jakbyś ogromną tajemnicę
świata swoim ciałem chciała zakryć przede mną.
A Tyś kochała podwójnie.
On tam, ja tu-, lecz wybrać nie umiałaś.
Tu spokój- tam szaleństwo, życie chwilą, ale pełną piersią.
Byłaś z nim, ale krótko....
Potem cierpiałaś samotnie.
Mnie już nie było dla Ciebie.
J.M.
                           „Jesteś jak struga deszczu”

Jesteś jak struga deszczu, kołysana wiatrem,
łzy roztapiają kamień.
Już nie ciąży Twoja nieobecność.
Już nie płaczę nad Tobą i sobą,
zawieszony poza zmysłami czekam.
Nie dam się zepchnąć w nicość.
Będę wołał- usłyszysz.
Zastygną Twoje myśli, by powrócić bez żalu,
bez zakłopotania do mnie.
Deszcz nie zamierza przestać grać na parapecie.
Wnika w przestrzeń mojego niepokoju,
nie pozwala się skupić, nie wzmaga radości, nadziei, zachwytu.
Obiecałaś mi słońce, już czuję Twoje niejednostajne ciepło,
miękkie, czułe, wezbrane falą wewnętrznych doznań,
które same przychodzą i odchodzą.
Czy to już miłość, czy oczarowanie?
J.M. 3.07.0

                           „Nie mogę usnąć”

Nie mogę usnąć, leżę w bezruchu,
dzień minął zwyczajnie.
Nie wiem, dlaczego
sen gdzieś dalekie zatacza koło.....
Przecież niedziela zbliża się powoli.
Cały bagaż doświadczeń jak kalejdoskopu
zwierciadło przemyka przed oczyma
mojej wyobraźni.
Koloryt zatarty, pojedyncze słowa
wspinają się na szczyty i giną w otchłani.
Może jeszcze usnę, wyciszę wyobraźnie,
lęki utajone jak mary nocne
wychodzą z ukrycia i rosną i rosną,
jak olbrzymi kamień, który z góry się stacza,
a ja stoję w bezruchu , nie ucieknę!,
Czy to żal tego, co minęło?
Tego co nie było, a być miało?.
Beznadziejna noc, która nic nie wnosi,
która nic nie burzy, nie buduje, nie wzmaga.....
Kaprys losu zapewne, albo jakaś siła, która mi uzmysławia
popełnione błędy.
Nie usnę już, ale jutro może... z sił opadły sen znajdę i radość z istnienia!.
J.M.

                                

 

 

 

 

 


                       "Miało być!"

Tak miało być wspaniale,
oczy wpatrzone w siebie,
Dotyk który porażał, ręce,
 które oderwać się nie mogły od siebie,
a słowa tak czułe, łagodne, wieczne,
 dotykały jądra istnienia.
A noce wciąż za krótkie,
spijane zachłannie,
kropla po kropli i ciało po centymetrze
 uwielbione w zachwycie.
Tak miało być na zawsze,
lecz ogień gasł minuta po minucie,
ręce nie chciały rąk i usta ust,
słowa stały się głupie gderliwe,
natarczywe i wciąż tylko Ty, tylko Ja,
a między nami pękało wszystko.
Pretensji stek zabijał, niszczył, deptał
 i każde Twoje słowo brzmiało tak obco.
Chodzisz teraz w milczeniu, nie mój-obcy.
Jak niechciany mebel, jak wyrzut sumienia?
Za egoizmu ścianą chowamy się przed sobą,
już nawet słów używać nie musimy.
Wzrokiem jak strzałą przeszywamy na wskroś,
i trwamy tak i w bezsilności wielkiej marzymy w snach
o wejściu w inne drzwi, gdzie czeka ktoś,
kto wleje w serce nie umarłe,
ten dawny żar, chęć życia i dawania.
To złudny czar, egoizm sieje się sam
 i zbiera plony nikomu nie potrzebne.
Wpatrzony w siebie nie odda samego siebie,
 lecz tylko brać nauczył się, nie dawać
J.M.

 

 


                                       „My”
Rozumiemy się bez słów od lat,
złączeni pragnieniami od zawsze,
czerpiemy z siebie nawzajem,
budując niewidzialny most do szczęścia.
Wpatrzony w Ciebie jak w obraz,
nie pragnę zbyt wiele od świata.
Jesteś tu-największy mój skarb.
Gdybyś nie zjawiła się w moim życiu,
byłbym niecały, niepełny, zimny.
Nie rozumiałbym znaczenia tylu słów,
dotyków, pocałunków.
Dał mi Cię los, tak naturalnie, bez emocji.
Z pierwszym wejrzeniem byłaś cała we mnie.
Wniknęłaś od razu do moich pragnień.
Do melodii życia dopisałaś słowa,
bym mógł śpiewać, nie nucić zaledwie,
bym mógł wołać w zachwycie,
a nie tylko marzyć, śnić, błądzić, milczeć.
Gdybym jeszcze raz spotkał Cię na ścieżce mojego życia,
nie oddał bym Cię nikomu!.
J.M. 3.07.07r

                                      „Odpłynęłaś”

Jesteś jak słońca blask odbity w ekranie źrenic,
nie mówisz nic, wchłaniasz powiew wiatru,
który muska po policzkach, delikatnie, niby pocałunek miłości.
Patrzysz w dal tak odległą, że zamarłaś dla świata,
odpłynęłaś na pierzastych chmurkach.
Co Cię tam gna co dzień?
Czy wspomnienia minionego lata?
Czy marzenia o następnych wakacjach?
A może ktoś bliski tam Cię woła z oddali i nie możesz z Nim nie być,
kiedy tak czule woła?
Jesteś niby sfinks...
Nikt do Ciebie nie dotrze, nawet moja miłość nie zdoła przerwać tego milczenia

28.07.2007


                               „Odszedł”

Odszedł od Ciebie, nie chciałaś już takiej miłości.
Żebranie o wszystko męczy, wypala.
Kiedyś był niejednostajnym oddechem,
upojeniem chwili, zauroczeniem.
Tęskniłaś za nim, gdy wychodził na chwilę,
gdy nie wracał dłużej,
kłębowisko myśli zatruwało,
paraliżowało całkowicie.
Jak głodny wilk wypatrywałaś Jego śladów na ziemi,
odgłosu znajomych kroków, słów na powitanie.
Gdy pytałaś gdzie był, dlaczego tak późno wraca,
coś pod nosem odburknął wrogo,
odwracając się usuwał z pola widzenia.
Nie nasyciłaś wyobraźni.
Pytania bez odpowiedzi powracają i wywołują bunt.
Coraz mniej Go miałaś, coraz rzadziej dawał Ci okruchy miłości.
Przyszedł taki dzień.
Zrozumiałaś wszystko.
Jesteś wolna
27.07.2007

                                          „Poukładana do bólu”

Poukładana do bólu,
Kroczysz samotną drogą,
nie widząc świata spoza swego ego.
Cóż takiego jest w Tobie,
że ludzie Cię podziwiają,
lubią, ale nie kochają.
Czemu nie budujesz mosty, ale barykady?
Wznosisz mury obronne,
jakbyś czuła zagrożenie dla siebie.
Nie potrafisz zaufać do końca,
nie potrafisz otworzyć się na miłość.
Kontrolujesz każdy dzień,
każdą godzinę i minutę.
Błyszczysz w śród tłumu,
lecz nie umiesz czerpać z życia garściami.
Marzysz o szczęściu,
ale nie dopuszczasz nikogo do siebie.
Kim jesteś mała istoto?
Którą mógłbym nosić na rękach?
Ale nie jak kamień, lecz skarb wyjątkowy.
Kim jesteś, nie nauczona bliskości?
Idąca swoją drogą do nikąd.
Boisz się życia, ludzi.
Boisz się zaufać
J.M.5.07.07r


                                 „Pierwsza miłość”

Nauczyłaś mnie kochać,
wybrałaś mnie sobie, z tłumu jednolitych, samotnych.
Jakże byłem szczęśliwy, że jestem przy Tobie,
ręka Twoja parzyła
aż w serce, aż w skronie.
Tak lekko szliśmy przez życie, bez zmartwień,
bez wyraźnego pomysłu na jutro.
Nie myślałem o niczym innym.
Pchałaś się w moje myśli, one Cię łaknęły, one Cię wielbiły.
Na wspomnienie Twych oczu dreszcz zachwytu mnie przejął,
 tyle mnie nauczyłaś, przywróciłaś światu.
Smakowałaś jak owoc, który nie istnieje,
usta kradły mi duszę, aż do zatracenia.
Przyszedł dzień, już nie było słodyczy Twej przy mnie.
Obudzony do życia, umarłem dla świata.
Już mnie nie chciałaś takiego jak byłem.
Uwięziony w Tobie miałem przyjąć Twoją naturę,
a przecież nie zmienisz wiatru, pogody, ni lwa w baranka.
Jak bardzo chciałem umrzeć, nie być, nie kochać?
Czas długo leczył rany, lecz któregoś dnia,
 nauczony Twymi lekcjami pokochałem na nowo- nie Ciebie.
J.M.

 

 

 

                    „Pisząc przez łzy”

Pisząc do mnie przez łzy,
ranisz mi serce, balsamujesz duszę,
a przecież nie wiesz jak to było naprawdę.
Czemu tak chłodem wiało ode mnie?
Gdy byłaś ze mną ostatni raz.
Nie chciałaś mnie wysłuchać,
mojego głuchego jęczenia, skamlania
jak opuszczony szczeniak bezbronny
szukający matki.
Nie chciałem byś odeszła.
Nie chciałem byś została,
ale abyś była nienazwana, gotowa
na wyciągnięcie ręki-zawsze!.
Nie chciałem byś pokochała,
za słowa nie za mądre,
za żarty niewybredne, za maślane oczy,
niezdarność, spokój.
Nie chciałem tej miłości
jak złego prezentu,
który podoba się tylko temu co daruje.
Wolność to jedno, co kocham od zawsze.
Tej miłości gotów jestem oddać każdy wolny dzień.
Wiem, dla Ciebie to mało,
za mało na wieczność, którą
budujesz dla siebie
na gmach, którym jesteś sama dla siebie.
Nie wpuścisz mnie już do niego!?
J.M.

                   

 

 

                       „Nie mogę”

Nie powiem Ci całej prawdy...
nie mogę!
pomimo, że pragnę być z Tobą.
Pewnie byś odeszła,
nie zrozumiała....
A przecież już jestem innym człowiekiem.
Tamte kobiety już mi nie śnią się nocą.
Ani z zachwytem nie witają
mnie w tłumie,
ani nie tęsknią, nie piszą listów,
żebrząc o chwilę namiętności!.
Nie pamiętam ich imion!
Czy miały imiona?.
Za burzą hormonów nie było imienia.
Tylko wieczne niespełnienie w zachwycie bezwstydnym.
Potem , gdy ludzie drwiąco patrzyli na mnie – myślałem długo.
Teraz wiem, że nie wrócą te chwile bezpańskie, nieplanowane,
zabarwione grzechem,
Teraz Ty jesteś moją przystanią, wyspą ocalenia na morzu rozpusty.
Wyciszyć mnie umiałaś.
Będę z Tobą do końca, choć wiem,
Że nie na zawsze!
J.M.

                          „Sen złoty”

Nie znalazłem Ciebie w moim pamiętniku,
z kart jego pożółkłych oczy Cię nie zliżą,
ani czar wspomnień do mnie nie powróci,
bo Ciebie nie było, wymyśliłem kiedyś,
że może istniejesz i wtargniesz w moje życie.
I zapukasz do drzwi, a ja wzrok unosząc,
będę wiedział od razu, czy sen to czy jawa.
Jak kropelki deszczu pieszczotliwie roszą?
Spragnione od zawsze usta naszej ziemi,
tak ja tutaj będąc lat już sporo, sporo
z zachwytem młodzieńca czekam
na cud jakiś, że kiedyś zapiszę,
kartki pamiętnika, które dzisiaj milczą.
Czekając cierpliwie na moje marzenia,
myśli, dłonie, pióro, na treść
życia- w zachwycie wschodzącego słońca.
Ale czy gdy przyjdziesz, jak sen złoty do mnie,
będę już gotowy by oddać Ci siebie,
by balastem doczesności nie gasić płomienia,
ani słowami życia nie zabić zachwytu.
Czy będę potrafił oddać za ułudę?
To wszystko, co tutaj z mozołem tworzyłem
i za myślą lotną podążając ciałem
nie zatracę siebie będąc w siódmym niebie?
J.M.

                                      „Ty jesteś mną”

Ujrzałem Cię, gdy byłaś taka cicha....
jak polna mysz przemknęłaś gdzieś w oddali,
ale mój wzrok dostrzegł w Tobie cudo,
jakie się śni czasami też na jawie.
Serce jak dzwon zabiło czystą nutą,
oddając w skroni puls życia stokroć większy.
Wiedziałem już-nie oddam Cię nikomu,
Twe słodkie dni moim będą udziałem.
Chwyciłem dłoń, oplotłem nicią wyznań
i swoich prawd wyrytych przez naturę,
a Tobie ten obraz malowany moimi barwami
tak bardzo się spodobał.
I dobry los dał nam błogosławieństwo
I miłość, która nie skończy się za życia.
Ty jesteś mną, ja Tobą, jesteś we mnie
i radość trwa pomimo tylu lat.
Cóż jeszcze chcę od losu oprócz Ciebie,
by serca śpiew w poezji był zaklęty,
by potok słów nie płynął po kamieniach,
pomimo, że poezji nie rozumiesz.
Bądź mi poezją-Tobą będę tworzył!
J.M.

 

                                                   „Twój talizman”

Blaskiem Twoich oczu rozpalę płomień niegasnących wołań,
o przystań cichą, która nie zniewala,
o radość dnia, która nie uciska,
o wspomnień żar, który nie wypali duszy.
Mądrością Twojego spojrzenia napiszę list otwarty,
do miłości jeden, do nienawiści drugi,
a trzeci ku pokrzepieniu serc.
Do Ciebie nie muszę pisać,
rozumiesz każdą moją najcichszą myśl
wysłaną ku Tobie westchnieniem duszy.
Każdą prośbę spełniasz nie wypowiedzianą,
a radość moją odbierasz do siebie i płoniesz jak znicz na Olimpie.
Dotykiem Twoich rąk zaczarujesz ziemię,
by rodziła, żywiła, chroniła i tuliła.
By tych, co nie mają nic,
oprócz nadziei, uzbroiła w cierpliwość.
A co Tobie dać mogę, za te liczne dary.
Wiersz lichy, tajemniczy uśmiech, czy serca pożary.
Myśli lotne i chmurne, które deszczu nie ronią,
czy te słowa pisane sercem a nie dłonią.
Chciałaś wiersz, by był jak kamyk znaleziony w wodzie,
jam Twym talizmanem, bo mnie masz na co dzień!
J.M. 11.07.2007

Złocisty poranek”

Złocisty poranek obudził chęć do życia.

Maluje barwami zieleni, czerwieni, złota.

Odbija się w potoku, w liściach pokrytych łzami nocy.

Dziwi się, dlaczego nikt nie śpiewa z rana,

nie krzyczy z radości, nie wita go miło.

Nie wie, że jest zapowiedzią upału, zmęczenia,

potu, udarów, oparzeń, skrywania się głęboko w cień.

Skąd może wiedzieć, to nie jego wina,

że dumny człowiek ingerencją bez rozumu

poprzestawiał przyrodę po swojemu, że niszczy od wewnątrz,

zdejmując parasol ziemi.

Tylko czasem ktoś odważny krzyczy pełną piersią,

by ocalić to, co dane nam od zawsze, lecz nie na zawsze.

Nie lubimy „zielonych”, gdy ingerują w nasze złe uczynki,

ale gdy obok u sąsiada to dajemy wsparcie.

Obłuda rządzi tym krajem, prywata i chciwość.

Przyjdzie dzień, gdy poranek nadejdzie ostatni,

wypali ostatnie źdźbło trawy, ostatni liść spopieli.

Cóż pozostanie, żal do świata, do Boga, do ludzi.

Ale wiem na pewno, że tu na tej ziemi,

sumienie śpi mocno, nikt już je nie zbudzi.

8.08.2007

 

Życiorys miłości

Scałowałem z Twoich oczu gwiezdny pył.

Na okręcie tęsknoty dobijam do brzegu.

Jesteś, świat oddam za cząstkę pragnienia.

Z nadzieją wiek zacznę odliczać

od pierwszego muśnięcia warg Twoich.

Każdy oddech zapiszę

w testamencie życia

dla Ciebie.

27.08.2007

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 



 

 




do góry | utworzył: | modyf: Wiesia 2008-01-16, 21:34 | 3790 odsłon