MENU
z ostatniej chwili..
[ kontakt z nami ]

Nasze adresy na które możecie do nas pisać,przesyłać swoje wspomnienia,opowieści o miłości i dawnych zwiazkach,propozycje co chcielibyście znależc na stronie.Będzie nam miło jak wpiszecie sie do księgi gości.A jeśli podacie swojego maila,chętnie wam odpowiemy.

swiesia@gmail.com

mishablu@outlook.com

 

[ twórca serwisu]
Wywiady z ciekawymi ludźmi
      | modyf: Wiesia 2011-03-10, 19:41 | 13940 odsłon ~ komentarzy 0
serwiszglossie

Środa 23 luty 2011 r

Po latach odezwał się do mnie Pan Profesor Stefan Łaszyn.Jego zamiarem jest stworzenie monografii Liceum Pedagogicznego nr 2 w Bartoszycach,z naciskiem na klasy ukraińskie.W związku z tym  prośba do czytelników mojej strony-jeśli jesteście absolwentami tej szkoły,jeśli znacie losy absolwentów,w jakiś sposób bliska jest wam kultura ukraińska-napiszcie.

 Pokojowa koegzystencja wszystkich mieszkańców ziemi Sępopolskiej i powiatu Bartoszyckiego kształtowała się przez lata.Początkowo taki konglomerat narodowościowy-przybysze z dawnego Związku Radzieckiego,dawni mieszkańcy pochodzenia niemieckiego,przesiedleńcy z akcji Wisła powodował ,że odnoszono się do siebie nieufnie.Ale mijały lata,zakładano nowe rodziny często mieszanego pochodzenia, nauczyciele i ludzie kultury starali się aby każdy w każdym widział przede wszystkim człowieka a nie jego narodowość zrobiły swoje.Moja śp.Mama bardzo dużo uczyniła w tym kierunku,to dzięki niej dzieci w prowadzonej przez nią szkole bawiły się i uczyły razem.Ona była tą która wpoiła dzieciom swoim własnym i swoim wychowankom szacunek do każdego człowieka.

Przez lata kultywowano tradycje i obrzędy związane z daną nacją ale też tworzono nowe zwyczaje.Do tej pory istnieją miejscowości jak np.Ostre Bardo gdzie mieszkają sami Ukraińcy,gdzie jest przepiękna nie tylko jako obiekt kultu religijnego ale tez jako zabytek kultury-Cerkiew .Tam też co roku odbywają się święta regionalne i kulturowe na które przybywają wszyscy bez względu na pochodzenie i narodowość ,gdzie we wspólnej zabawie zapomina się kto jest kto.

 

 --------------------------------------------------------------

 

KAZIMIERA SMOLIŃSKA EMERYTKA, JEDNA Z NAJMILSZYCH I NAJCIEKAWSZYCH POSTACI SĘPOPOLA
 
 
 
„Jestem już nieco wiekową kobietą, skończyłam 80 lat”-  stwierdza Pani Kazimiera Smolińska. Ale pogoda ducha stosunek do świata, brak pretensji do kogokolwiek  czynią ją dużo młodszą. Jest jedną z niewielu znanych mi kobiet, które nie narzekają na swoją sytuację, wystarcza jej od emerytury do emerytury, mało tego jeszcze dzieciom pomaga. A życie miała nielekkie, przepełnione pracą wychowywaniem dzieci ,pracowała dużo i od świtu do nocy jak sama stwierdza.. Miała trzy działki po 30 około arów w trzech różnych częściach Sępopola i zdołała wszystkie uprawiać. Miała i ma nadal mały ogródek z jabłoniami, sama nauczyła się je szczepić sadzić. Śpiewała w chórze kościelnym, potem razem z chórem  przeszła do Warmianek. Śpiewała w zespole wiele wiele lat .W tym roku z okazji 20 lecia tego zespołu dostała pamiątkowy medal który z dumą prezentuje.
Dostała też list pochwalny, nawet wierszyk. Sama uzdolniona artystycznie, tworzy cudowne pisanki. wyszywa, robi na drutach różne cudeńka. Próbowała nawet pisać ludowe wierszyki.
Jest dumna ze swego pracowitego życia, ponad 30 lat była pracownikiem Gminnej Spółdzielni w Sępopolu a chociaż zarabiała niewiele nie narzeka nawet dzisiaj kiedy jest trend do krytykowania wszystkich i wszystkiego. Lubi bardzo czytać ,Gońca Bartoszyckiego czyta od deski do deski, jak stwierdza ,bo to jest nasz, nasz własny. Przywiązanie do tradycji do tego co stanowi tożsamość człowieka widać u tej kobiety na każdym kroku. Dumna jest ze swojej wsi Topiłowki, która miała 4 kilometry z hakiem jak mówi a ten hak to tez 4 kilometry., z powiatu białostockiego nad jeziorem Necko i, z której przyjechała do Sępopola, gdzie wcześniej osiedlił się jej brat Józef Bartoszewicz najbardziej kolorowa postać w historii szkoły. Wieloletni nauczyciel już nieżyjący, który całe Zycie budował samolot, zrobił podwozie drewniane do swego samochodu, który potrafił majsterkować i zrobić prawie wszystko…
Przy takich ludziach jak Kazimiera Smolińska człowiek odpoczywa ,nabiera dystansu do swoich problemów, przejmuje jej optymizm.
Optymizm mimo wszystko, mimo choroby, operacji, samotności, która przecież nieraz doskwiera. Pani Smolińska jest optymistką ale jakbym powiedziała, przebojową. Bo jeśli jej się coś nie podoba, jeśli uważa ,ze ma rację potrafi walczyć o nią. Nawet zamierza pisać do Gońca bo inaczej to ją nikt nie wysłucha. Podoba się jej bardzo pomysł Redaktora Naczelnego, aby Goniec stał się naszą gazetą, nas wszystkich i naszych problemów. Aby każdy kto ma jakieś uwagi a nie może ich inaczej zaprezentować uważając ,ze nie zostanie zauważony niech pisze-mówi Pani Smolińska . No bo Goniec jest nasz i zachęca aby dzielić się tym co wiemy. A także też według Pani Kazimiery wtedy gdy widzi się coś dobrego i chce opowiedzieć o tym innym. Pani Smolińska chce jeszcze inaczej dzielić się tym co umie, chce nauczyć dzieci malowania artystycznego pisanek ,w okresie Wielkanocy wspólnie zorganizujemy taka naukę dla młodych mieszkańców Sępopola. Po co? Aby zachować naszą polską tradycję, aby pokazać ludziom, że można żyć bardziej kolorowo, samemu tworzyć coś co nie ma ceny!!
                Wiesława Sienkiewicz

 

 

 

 

 

 

-------------------------------------------------------------------- 

Helena i Leszek Śliwińscy-mieszkają w Smolance w gminie Sępopol.Ich życie nie jest usłane różami a jeśli zdarzają sie pojawiać na ich drodze,to jednak mają dużo kolców.Oboje są pogodni mimo wielu przeciwności losu.A mnie w nich fascynuje ich pomysłowośc na to aby żyć jak najlepiej aby korzystać maksymalnie z dóbr tego świata mając mało funduszy.Nieraz biorę z nich przykład ,nieraz podziwiam to co robią.Ostatnio spodobał mi się pomysl na oszczedzanie wody co jest na całym świecie coraz bardziej stosowane i wymagane.Zrobili sobie łazienkę na podwórku w zabudowaniach gospodarczych.Inni doprowadziliby wodę i już.Oni ,nie-na ścianie budynku wiszą dwie beczki pomalowane na czarno a wiec pochłaniające ciepło i światło słoneczne.Od beczek idą rurki doprowadzajaće wodę do łazienki w której w przyszłości bedzie sauna.Pomysłowe,prawda?Nie trzeba biegać na piętro do ubikacji,można umyć ręce po pracy w ogródku.Może ktoś powie-banalne.A jednak nie-bo pomysłowe,bo oszczędne,bo wymagało starań.Z takich drobiazgów z takiej codziennosci składa się życie.To co wielkie,huczne,szybko przemija,to co zwykłe codzienne-zostaje w nas na długo.Po szerokiej drodze ,po autostradzie samochody przemykają jak strzała,po drodze wąskiej,piaszczystej jedzie się wolno,dostrzega to co piękne bo jej obu stronach.Oni nawet  ogródek mają wzorcowy ,razem o to zabiegają.Ot choćby miejsce ,gdzie zbierają kompost.Zabezpieczone starannie,zadbane.To ważne aby dbać o to co przynosi korzyść.Są zgodnym małżeństwem pomagają swoim dzieciom,opiekują się wnukami. I mimo wielu lat bycia razem, po prostu kochają się.Mozna zauważyć wzajemny szacunek i przywiązanie.A dla mnie osobiście to ma najwiekszą cenę.

"Zachować miłość'"

Z upływem lat bardziej znamy siebie

Swoje przywyczajenia,swoje wady

Wiemy o czym każdy śni,o czym marzy

A jednak nadal jesteśmy dla siebie codziennym odkryciem i zachwyceniem

Nadal jest w nas miłość tym bardziej głeboka

Im więcej siwych włosów pojawia się na głowach

Nie widzimy pojawiajacych się zmarszczek na kochanej twarzy 

Nie przeszkadza nam żę kochanej osobie rano coraz gorzej wstawać

Po prostu podejemy rękę ,robimy herbatę,mówimy dziękuję sloneczko ..

To  sposób na zachowanie wzajemnej miłości..

To radość w jesieni życia to jesienny kwiat  tak poszukiwanego szczęścia...

Wspaniałej parze małżeńskiej w dowód uznania-Wiesława

 


 

Bazylemu w podziękowaniu za rozmowę...

Kiedy bierze do ręki kawałek drzewa,ono śpiewa

Słyszy jego głos

Wtedy z kawałka drewna powstaje postać..

Jedna ma oblicze smutne,zatroskane,inna zaś spogląda w dal..

To drzewo mu mówi jakie uczucia nosi w sobie

Kiedy pierwszy raz dotyka je dlutem,drzewo śpiewa

O wiośnie podczas której szybko krążyły w nim soki

O potakch ktore siadaly na jego gałęziach

Słyszy głos drzewa...

Dlatego jego rzeźby są pełne życia

A każda opowiada inną historię

 

Kiedy dokończy swoje dzieło

Staje się ono mu bliskie i trudno z nim się rozstać

Dlatego otaczają go postacie które stworzył

A każda rozprasza jego samotność

Samotność wśród ludzi, bo każdy wielki cżłowiek jest samotny

Nie łatwo zgłebić zakątki jego duszy

Swoje mysli utrwala w lipowym drzewie

 

Wsłuchaj sie w niewypowiedziane słowa rybaka

drwala,starej kobiety,poczuj ciepienie Jezusa w koronie cierniowej

Wtedy poczujesz jak i do Ciebie przemawia postać jaką stworzył artysta

Opowie ci o przeżyciach drzewa

Opowie o trudzie i cierpieniu zycia

Zdradzi zamysł artysty....

 

 

(Wiesława Sienkiewicz)

 

 


 

 

 

 

 Radość i cierpienie.

W Gońcu Bartoszyce o Jerzym Sałacie pisze inny poeta i pisarz z naszego rejonu Jerzy Górczyński.
GONIEC BARTOSZYCKI 11-17 STYCZNIA 2008
Bartoszyce. Ukazał się tomik poezji z wybranymi w
"Nowa książka literata z Rygarb"
„Źniwowisko" to wiersze wybrane z sześciu poprzednich tomików
Jerzego Sałaty (ur. 1954). Książkę wydał  w ubiegłym roku Związek
Literatów
Polskich w Olsztynie.

 
 
Poeta od lat jest prezesem Bartoszyckiej Grupy Literackiej
„Barcja", a także członkiem Związku Literatów Polskich w Olsztynie.
Swoje wiersze drukował w czasopismach regionalnych i krajowych.
Otrzymywał nagrody i wyróżnienia
w ogólnopolskich konkursach literackich.
Ja w ciebie wierzę
-----------------------
To ja
siekierą drzewo
w sloje biłem
Wgaięziach
plącz swierkowiny
i żywica
zachłysnięta ciszą zrębu
biegnie leśniczy
z piórem strzelby
krzyczy wystrzalem
wiersze drwala-
toja
płakalem nad deską papieru
siekiera nie ciosała slow
tylko strzępy wiórów
niczym iskry pryskały
w odmęt czasu
gdzieś obok
na drodze do mojej wsi
spotkałem Kłobuka
powiedział:
ja w ciebie wierzę
(Jerzy Sałata)
 
Dzieciństwo i młodość spędził w Rygarbach niedaleko Sępopola.
Od czasu,gdy zamieszkał w Bartoszycach, tworzy poezję,
której źródło tkwi w pracy na ziemi: „W ziemi wpisuję skiby
kaligrafowane przez pług, bruzda po bruździe,
następna i następna, aż do samej miedzy". Odwracane pługiem
słowa o barwie zroszonej łąki pachną ziemią. Wieś rodzinna jest
niewyczerpalnym źródłem przeżyć i prawdy. Równowagę prawdy
tego świata gwarantuje ojciec i do niego poeta odwołuje się naj-
częściej   („Do   ojca"),(„Lampa"), („Teraz i Zawsze"),
Poeta z zawodu jest cieślą. Narzędzia jego pracy to siekiera i piła.
Długo trzeba pracować aby słowo zabłysło, a utwory zadźwięczały
niby narzędzia cieśli. Jerzy Sałata w swych utworach struga deski,
wbija gwoździe, „wcinałem się w słoje
drewna, aż płakała piła"
(„Ciosanym wierszem"), („Ja w ciebie wierzę"). „I stąd rodzi się
wiersz z drewna ciosany".
Jerzy  Sałata  mieszka w Bartoszycach. Szczegóło-
wo podaje jakimi ulicami wędrował, jakie bary zwiedzał, na których
placach przesiadywał. Snując refleksje nad swoim aktualnym
życiem, bez zdziwienia przyjmuje porażki i trudności swego losu.
(„Spotkania
z miastem"), („Spacer przez miasto"), („Nocna randka
z miastem"), („Ku Bartoszycom").           
Wszystkie zdarzenia tej poezji, podawane są realnie
i konkretnie. Jakby każda skibka ziemi miała swoje
imię, była pojedyncza i nie do odtworzenia. Każda de-
ska inna, aż do ostatniego słoja. Można zawołać każ-
dego psa, ptaka, a nawet  drzewo.(Wieś nocą)Stąd
dnak niepostrzeżenie czyteInik przenoszony jest
kierunku prawd uniwersalnych. Tam gdzie przeszłość i
teraźniejszość żyją na  równych   prawach,
a świat miniony trwa i rozwijając się we wspomnieniach ma
bezpośredn wpływ na poczynania żyjących.
 
Wiersze do Ciebie
-------------------------------
O Lauro-
wyprowadś mnie z zaułka
ciasnego miasta
duszę się mijając te same
ulice
ludzi
z pogardą patrzących
w te same oczy latarń
O Lauro-
weź mnie z sobą
skąd podobno
tylko nieliczni wołają
ludzkim głosem
ubrani w garnitury
aniołków
- żyją dłużej
O Lauro
albo daj mi preferencje
do Lucyfera
tam dostanę pióro ze smolą
- będę kaligrafował listy
pokutujące
J. Sałata                  ,

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 (autor artykułu Jerzy Górczyński)
-------------------
O Bazylim Trojanowskim ,rzeźbiarzu ze Stopek pisze Agnieszka Żelazna w Gońcu Bartoszyce  z dnia 11 stucznia 2008 r.
 
Stopki. Rzeźby Bazylego Trojanowskiego znalazły uznanie na wielu
wystawach
"Nie wyobraża sobie innego życia"
(Agnieszka Żelazna)

O hobby Bazylego Trojanowskiego zadecydował przypadek. Choć
skończył zaledwie szkołę podstawową, jest niezwykle zdolnym
artystą amatorem, a jego dzieła trafiły dowielu krajów za granicą. —
Czasem boli ręka i wiek już nie ten. Mimo to rzeźbię, bo
nie potrafię inaczej — tłumaczy z uśmiechem.
Bazyli Trojanowski ze Stopek (gm. Sępopol) nie rzeźbiłby pewnie,
gdyby nie choroba, która dopadła go na początku lat 70. —
Wróciłem do domu po poważnejoperacji. Nie wolno mi było
pracować w gospodarstwie.Musiałem się czymś zacząć
— tłumaczy, gdy pytam,skąd miłość do drewnai dłuta. Mężczyzna
wziął do ręki kawałek drewna. Wyrzeźbił ludzką postać, potem orla.
To zajęcie corazbardziej zaczęło mu się podobać. Z czasem
powstawały płaskorzeźby i rzeźby monumentalne. Największa
o wysokości niemal 6 m.
Rzeźbiarz zajmuje się tematyką świecką i sakralną. Jego dzieła
znajdują uznaniew kraju i za granicą. Pan Bazyli do dziś wspomina
zabawne zdarzenie, które miało miejsce, gdy jedna
z jego rzeźb miała trafić do Nowego Jorku. — Na lotnisko
sprowadzono rzeczoznawcę, który sprawdził, a postać Jezusa
rzeczywiście jest nowa i czy można ją bez  problemu przewieźć
przez granicę — wspomina. Rzeźbę do Nowego Yorku
zabrał ze sobą ksiądz, który przed wyjazdem do Stanów
mieszkał w Bartoszycach.
Potem jeszcze wiele razy pan Bazyli wysyłał swoje
dzieła za granicę. Uczestniczył też w wielu wystawach
i plenerach. Jego rzeźby mogła obejrzeć publiczność
w Krakowie, Warszawie, Berlinie, Kaliningradzie, czy
Nowym Jorku. Niektóre trafiły do skansenu w Olsztynku.
Dziś pan Bazyli rzeźbi głównie dla znajomych. Nie tworzy tylko dla
pieniędzy.
— Jak już człowiek raz spróbuje i pozwoli się wciągnąć, to nie ma
siły, żeby zrezygnował. Nawet jeśli pieniądze nie są z tego zbyt
duże, to i tak nie wyobrażam sobie, żebym mógł
przestać rzeźbić — przekonuje.
Raz tylko dal się namówić na wyjazd na Jarmark Dominikański.
Znudziło go to szybko, zostawił rzeźby koleżance i taksówką wybrał
się na wycieczkę.
— Gdybym stal tam z rzeźbami, niczego bym nie zo-
baczył. A tak byłem na Helu, zwiedziłem Trójmiasto
— uśmiecha się.
Bo nie pieniądze są dla pana Bazylego najważniejsze.
Choć przyznaje, że żyć bez nich się nie da, nie przesłaniają mu
świata. Najlepiej czuje się w swoim domu
w Stopkach, w którym 59 lat temu przyszedł na świat.
Wokół lasy, stanica wodna.Czasem, gdy rano wybierze
się na ryby, spotyka bobry, których w okolicy nie bra-
kuje. Kocha przyrodę i czuje się z nią bardzo związany.
— Mam las, w którym rosną chyba wszystkie gatunki
drzew. Czasem myślę, że chciałbym w lesie mieszkać.
Nie mogę patrzeć, jak ludzie bezmyślnie niszczą śro-
dowisko — tłumaczy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




do góry | utworzył: Wiesia | modyf: Wiesia 2011-03-10, 19:41 | 13940 odsłon